czwartek, 7 maja 2015

NEO-PRL – na poważnie

Dzień dobry wolna Polsko!


Dziś zastanowimy się nad wartością aktualnie pojmowanej wolności i super-demokratycznej swobody.


Może temat sam nasuwa się z powodu nadchodzących wyborów, a może po prostu coraz bardziej uwiera aktualna, niepisana definicja wolności.

Nie organizuję tu kolejnej debaty czy uroczej autoprezentacji poglądów politycznych, nic z tych rzeczy. Zupełnie niepolitycznie pragnę zwrócić zarówno swoją osobistą uwagę, jak i Waszą, Drodzy Czytelnicy, na pewien istotny fakt – jak bardzo nieaktualne jest dziś promowane, liberalne ujęcie wolności i demokracji, nie tylko w polityce, ale także i zwłaszcza w naszej psychice.


Brzmi niedorzecznie?
Udowodnię, że owe twierdzenie nie ma nic wspólnego z fikcją.

Wolność – wartość podstawowa, niepowtarzalna i ultra-istotna. Nieodłączny element szczęścia każdego człowieka, a także innych istot żywych. Mentalny niezbędnik sukcesu. Tlen, paliwo, siła.

Wolność, od zarania dziejów, niewątpliwie stanowiła główny cel dążeń ludzkości. Jej cenę niejednokrotnie stanowiło nieprzeciętne cierpienie, a nawet utracone życie. Jednak wielu ludzi, jeśli nie wszyscy, zgodnie przyzna, że bez wolności niczym nie różnimy się od świata nieożywionego. To ona stymuluje potencjał człowieka, pozwala mu działać.

Większość członków polskiego społeczeństwa albo pamięta czasy PRL-u albo jest świadoma owych realiów, czerpiąc wiedzę ze źródła – pokolenia rodziców czy dziadków.

Ciężko zaprzeczyć, iż w owych czasach wolność Polaka cierpiała. Nie zamierzam zgłębiać teraz aspektów czysto politycznych, które tłamsiły wolność, jednak pragnę na chwilę zanurzyć się w sferze psychicznej funkcjonowania społeczeństwa PRL-u.

Propaganda – nikogo nie zaskoczyłam, prawda?


  • narzędzie zabijające wszelki indywidualizm jednostki ludzkiej
  • wyjątkowo przedmiotowe postrzeganie człowieka
  • karykaturalnie fałszywa promocja sukcesów ustroju
  • machina powierzchownie stereotypizująca ludzkie cele
  • drastyczne wpajanie bezrefleksyjnego kultu pracy fizycznej
  • karmienie fałszywym przekonaniem o międzynarodowych przyjaźniach państwa polskiego
  • absolutna redukcja tematów niewygodnych


Ogólnie ujmując, PRLowski człowiek: kocha pracę, pracuje w imię dobra państwa, nie wymaga wiele od świata, wymaga od siebie, „jednoczy” się ze społeczeństwem, nie wychyla się ponad szereg.

Rzeczywiście ukazując, PRLowski człowiek: jest pozbawiony celu, ponieważ cel sam w sobie stanowi praca, nie snuje refleksji nad życiem, ponieważ myślenie nie jest utylitarne, nie posiada poczucia własnej wartości, ponieważ niczym nie różni się od pozostałych członków społeczeństwa.

PRL mija, nadchodzi WOLNA POLSKA.

Społeczeństwo zaczyna oddychać, rozpoczynają się narodziny polskich przedsiębiorców.


No pewnie.

Jest 2015 – Polska – wolność słowa, wolność wyznania, wolność działalności prywatnej, wolność również w sferze edukacji, generalnie – WOLNOŚĆ WYBORU.

Na pewno?

Jak dziś określilibyście WOLNOŚĆ Drodzy Polacy?
Może warto rozważyć synonimy WOLNOŚCI?

Więc ja zacznę.

WOLNOŚĆ 2015 = MANIPULACJA

O manipulacji pisałam już wcześniej, ale często będę powracać do tego zjawiska, ponieważ stanowi ono „substytut” większości podstawowych wartości, które powinny kształtować grunt dla ludzkiego życia, a kształtują go jedynie pozornie.

Czy aby na pewno mamy dziś do czynienia z WOLNOŚCIĄ WYBORU?

Oczywiście! Mamy pełną swobodę wyboru SPOŚRÓD OFEROWANEJ PULI. Oznacza to nic innego, jak podstępne złudzenie wolności bliskie propagandy.


Warto zwrócić uwagę na subtelny fakt – manipulacja psychologiczna jest znacznie skuteczniejszym i bardziej niebezpiecznym narzędziem aniżeli odgórny nakaz czy też zakaz.

Z jednej strony jesteś karmiony hasłami – „MOŻESZ (głównie mieć) WSZYSTKO”, z drugiej pasiony definicjami POSIADANIA WSZYSTKIEGO, czyli: wysokiej pozycji społecznej rozumianej przez wysokie stanowisko zawodowe, wyższe wykształcenie, wyższe zarobki, wyższe kwalifikacje.

Wyraźnie wylansowany został trend formalizacji ludzkiego szczęścia.

Próby odstępstwa od ogólnoświatowej „fali sukcesu” są drastycznie tłumione potężnymi dawkami wątpliwości. Co mam na myśli?

  • Zdecydowana większość młodzieży podejmuje studia – świetnie.
  • Wielu z absolwentów decyduje o kierunku studiów losowo – „bo po tym jest praca”, „bo po tym są pieniądze”, „bo brzmi nieźle”, a zwłaszcza – „bo co powiedzą rodzice” (choć do tego przyznaje się niewielu).
  • Podczas studiów wielu studentów chwyta się pracy dorywczej (oczywiście pełen szacunek dla tych ludzi, wymaga to niemałego wysiłku), a po studiach często pozostają przy pracy niezwiązanej ze swoim wykształceniem.
  • Niestety po zakończonej edukacji często następuje EFEKT BUMERANGU, czyli powrotu do rodzinnego domu.

Dlaczego tak się dzieje?

  • Media oraz przemysł filmowy kreują życie studenckie jako czas najlepszej zabawy – słusznie, jednak w tej powszechnej sielance nie ma mowy o jakiejkolwiek odpowiedzialności za własne życie, co więcej – za własne marzenia.
  • Pokolenie PRL-u pragnie dla swych pociech szczęścia, osiąganego mniej wyboistą drogą aniżeli ich osobiste, dlatego zachęca dzieci do przedłużania „młodości” studiami.
  • Młodym ludziom wpaja się idee STANDARDOWEGO ŻYCIA = szkoła, studia, praca, dom, dziecko = STABILIZACJA.


Tym oto sposobem oddajemy życiowe stery KOMUŚ. Pod płaszczykiem wolności jesteśmy sterowani i nie poczuwamy się do żadnej odpowiedzialności za WŁASNE MARZENIA. Nie dokonujemy wyborów na podstawie osobistych predyspozycji i preferencji, ale na podstawie bezpieczeństwa zwanego komfortem.

Nie jestem przeciwnikiem edukacji, zupełnie przeciwnie. Sądzę jednak, że pojęcie edukacji zostało spłycone to pojęcia studia, a studia postrzega się bardziej w kategoriach stylu życia aniżeli edukacji.


Młodzi ludzie są wypełnieni życiową energią i ogromnym twórczym potencjałem, dlatego też okrutną jest manipulacja do wykorzystywania tego, namiętnie określanego „najpiękniejszym w życiu”, czasu tylko i włącznie na beztroskę.

Tak zwana młodość, proszę mi wierzyć, jest nie najlepszym, ale najskuteczniejszym czasem rozwoju. Natomiast na rozwój jest znacznie więcej sposobów aniżeli te powszechne, ogólnodostępne.


Człowiek to indywidualność, jednoosobowy zestaw geniuszu, ale usilnie próbuje się ośmieszyć tego typu stwierdzenia.

Tak więc mamy 2015 rok, Polska:
  • media to nadal narzędzie zabijające wszelki indywidualizm jednostki ludzkiej
  • przez propagowanie NIE ZDROWEGO, ale FIT trybu życia wyjątkowo przedmiotowo postrzega się człowieka
  • polityka wciąż pozostaje karykaturalnie fałszywa
  • brak spójności pokoleń oraz medialne triki stale nakręcają machinę powierzchownie stereotypizującą ludzkie cele
  • dziś także drastycznie wpaja się bezrefleksyjny kult pracy w kategoriach „kariery”
  • w kwestii karmienia fałszywymi przekonaniami o międzynarodowych przyjaźniach państwa polskiego także nie zmieniło się nic
  • absolutna redukcja tematów niewygodnych – nic dodać nic ująć

Drodzy czytelnicy,
Żyjemy w psychologicznym NEO-PRL-u i tylko zgłębianie poczucia własnej wartości, indywidualności i niezmierzonego potencjału oraz DĄŻENIE DO GŁĘBOKIEJ SAMOŚWIADOMOŚCI może nam pomóc w budowie tarczy, odpierającej manipulację.



Dopiero po odparciu TYCH zbędnych rad „doświadczonego świata”, zaakceptowaniu TEJ osobistej spektakularności i ponownym odkryciu TYCH zupełnie własnych marzeń, jesteś w stanie określić REALNY CEL Twojego indywidualnego życia.