Budzę się, wstaję (a raczej usiłuję pobudzić osobistą siłę
woli do uroczystego powstania z łóżka), mijam lustro, po omacku pełzam do
łazienki, następnie starannie dźwigam jedną z powiek, po czym zachęcam drugą do
zaczerpnięcia przykładu z poprzedniczki. Przemywam twarz (a raczej jej poranny,
wykrzywiony prototyp) odpowiednio nieprzyjemnie lodowatą wodą i dopiero teraz osiągam pierwsze stadium porannej świadomości.
Tradycyjnie działam w pośpiechu, ponieważ mój pokój zwykł,
całkiem złośliwie, przyjmować atmosferę, nie wagonu, ale całego peronu
sypialnego, podstępnie kierując nieprzytomny palec wskazujący na opcję
(kolejne) drzemki.
Z owej przyczyny nie zdążam wkroczyć w następne stadia
pożądanej świadomości, posilane śniadaniem i chwilą refleksji. Tak więc, wraz z
moim tylko półprzytomnym mózgiem, wyruszamy na podbój dnia. I właśnie mniej
więcej w ten sposób – codziennie.
Mijają dni, lata, miesiące, a my, stale i niezłomnie,
kroczymy przez życie z naszymi półprzytomnymi mózgami. Wciąż budzimy się zbyt
późno by zdążyć zauważyć, iż nasz mózg nie nadąża za nogami. Nie widzimy, że
dawno należało zafundować mu siłownię albo chociaż mały rozruch.
W jego uroczej półprzytomności, zdążył pochłonąć wszelkie
treści, zaczepiające go podczas gonitwy za
nogami. Tak więc bezrefleksyjnie skosztował lektury, nie miał jednak zbyt wiele
czasu. Łatwiej przyszło mu pochłonięcie filmu, nie musiał się przy tym
nadwyrężać.. Cwaniak. Ale kiedy natknął się na Internet, uznał, że teraz ma już
wszystko. Nie musi już dłużej utrzymywać relacji z wyobraźnią.. Co za ulga!
Teraz już nasz samotny mózg, z nadwagą internetowych,
niezweryfikowanych treści, jest syty – może przestać gonić nogi, nie dostrzega
dalszego celu pościgu.
Czyli całkiem NIE dawno, dawno temu i trochę bliżej niż za
górami i za lasami, osobiście zainfekowaliśmy nasz mózg wirusem
bezrefleksyjności, obojętności i braku ambicji. Po modyfikacji genetycznej,
która nastąpiła po spopularyzowaniu portali społecznościowych i innych, szeroko
pojętych mas-mediów, wirus wywołał niemalże nieuleczalny MORALNY ANALFABETYZM.
Owe schorzenie stale postępuje i zwiększa zasięg:
- UCZNIOWIE bezrefleksyjnie „łykają” materiał szkolny (tylko i wyłącznie szkolny) oraz jego luki
- ABSOLWENCI wyprawiają się do krain mlekiem i miodem płynących, zwanych studiami.. Które to, po okresie od trzech do pięciu lat, magicznie zamieniają się w wypełnione echem pustkowia
- wytrwali GLADIATORZY codziennie wyruszają do na arenę, zwaną korporacją, by pielęgnować starannie przydzielone, rodzinne dziedzictwo tak zwaną P O S A D Ę - by zarabiać pieniądze.. Zastępujące im chwilowo zamrożone marzenia
Drodzy UCZNIOWIE, ABSOLWENCI i KORPORACYJNI GLADIATORZY!
Usiądźmy nad swoim życiem, zaprośmy nasz mózg i wyobraźnię.
Może nie wyglądają, ale tworzą niezwykle zgraną parę. Zatrzymajmy epidemię
Moralnego Analfabetyzmu, będąc krytycznymi wobec serwowanych nam, tłustych
treści. Wybierajmy to, co karmi nasz umysł, a nie tuczy sumienie. Bądźmy
wybredni i naprawdę.. Biegnijmy dopiero znając cel pościgu.
Żaden tytuł, pochwała ani pieniądz nie stanowią A N T I D O
T U M na moralną epidemię…
Jedyna metoda to zainwestowany CZAS i wnikliwa
INTROSPEKCJA.. A mózg to najlepiej oprocentowana lokata.


